Wyspy Uros - zbudowane całkowicie z trzcin, gigantyczne tratwy sięgające od 8 do 15 metrów głębokości. Są regularnie odbudowywane poprzez dokładanie na wierzchu kolejnych warstw trzciny. Ponoć dla potrzeb zwiększającej się rodziny dzieli się je poprzez krojenie. Wyspy są niekiedy przymocowywane do podłoża, jak mówią tubylcy po to, by nie odpłynąć z peruwiańskiej części jeziora do Boliwii. Chodzi się po nich jak po gąbce.
Dla nas są „cudem" architektonicznym i jednocześnie szalenie niezdrowym miejscem do życia - reumatyzm dotyka prawie każdego mieszkańca. W zimie, gdy temperatura spada poniżej zera, ludzie też tam żyją...
Tubylcy produkują przepiękne makatki, narzuty, wyroby ze słomy. Zapraszają do siebie spragnionych „egzotyki" turystów. Chętnie pokazują swoje życie.
Potem płyniemy prawie 2 godziny na wyspę Taquile. Dawniej było tu miejsce odosobnienia dla więźniów. Teraz mieszkańcy stworzyli własne prawo, zachowując tradycyjne wartości i obyczaje. Są wegetarianami (krowy hodowane jedynie dla mleka są wręcz nieprawdopodobnie czyste i mają przepiękną lśniącą skórę).
Tubylcy żyją z uprawy roli i sprzedaży wytwarzanych przez siebie wełnianych tkanin. Częstym widokiem jest mężczyzna robiący kolorową czapeczkę na drutach. Ponoć na wyspach żyją do tej pory mieszkańcy, którzy nigdy nie opuścili wyspy - aż trudno uwierzyć.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz