Około 4 nad ranem coś wybudza nas ze snu - jakby kołysanie i dziwne dźwięki.
Sen? Przewidzenie?
Bez wymiany zdań przewracamy się na drugi bok i zasypiamy. Potem okazuje się, że myślimy o tym samym.
Potwierdzenie „wrażeń" następuje ok. 7.45.
Kołysanie budynku i ten sam dziwny, przenikliwy, natarczywy i głośny dźwięk zgrzytania betonu i metalu, tym razem towarzyszy nam przez 20-30 sekund, może dużo, dużo dłużej - trudno ocenić.
Jesteśmy w szoku. Zaczynam się modlić - na głos... Jurek, jak potem się przyznaje, patrzy na sufit i szuka tzw. „bezpiecznych" miejsc. Nagle wszystko ustaje.
Natychmiast postanawiamy opuścić pokój i uciekać z hotelu. W lekkiej panice zbieramy bez większego sensu nasze rzeczy (w rzeczywistości rozbieram się do naga, chcę się szybko umyć - nie wiem skąd w takiej chwili budzi się we mnie aż taka higienistka).
Chwilę później ktoś puka do drzwi. Właściciel hotelu przekonująco uspokaja, że nie ma się już czego obawiać - już jest po...
Skąd ta pewność - nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, ale rzeczywiście był to jedyny incydent, jaki nas spotkał podczas całego pobytu w Peru.
Potem odkrywamy w naszym budynku i w wielu innych miejscach, które odwiedzamy, specjalnie oznaczone bezpieczne strefy w razie trzęsień ziemi.
Epicentrum „naszego" trzęsienia było ok. 28 km od Limy, siła 5,4 i na głębokości ok. 50 km Stąd słabe „efekty". Widoczny ślad w naszym hotelu, to przekrzywione obrazy na ścianach, lekarstwa zrzucone ze stolika nocnego. I wewnętrzny dygot, ale to już mojego organizmu...
I dzięki Bogu!
Tego samego dnia dojeżdżamy autobusem do rezerwatu w Paracas. Właściciel hotelu potwierdza wstrząsy odczuwalne nawet tutaj, ok. 300 kilometrów od Limy, dokładnie w tych samych godzinach.
Paracas jest cudowne!
Wieczorem postanawiamy spróbować typowej peruwiańskiej potrawy ze świeżych owoców morza - ceviche (wszystko marynowane w soku z kwaśnych limonek). Pycha!
Zwykle to danie podaje się w środku dnia z zimnym piwem - wtedy smakuje jeszcze lepiej, bo dodatkowo gasi pragnienie.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz